To nie była łatwa potrawa. Wymagała wielu przygotowań i czynności podczas gotowania. Podstawą jest oczywiście wołowina, ale kogo by interesowało jedzenie wołowiny ot tak? Kuchnia tajska właściwie nie zakłada szamania mięsa samego w sobie. To sosy, marynaty i wszelkie dodatki powodują, że każdy najmniejszy kawałek mięsa sprawia, że w ustach czuje się tak wiele smaków naraz. Kiedy myślimy np. o curry, to zazwyczaj mamy na myśli sprzedawaną w torebkach suchą przyprawę, którą posypie się danie i gotowe. Ale to z potrawami curry ma niewiele wspólnego. Przepis na pastę curry użytą w tej potrawie jest trzy razy dłuższy, niż na samą, stanowiąca niby część główną, wołowinę. Aromaty, które rozchodzą się po kuchni, momentami zniewalają, a czasem powodują łzawienie w oczach. Wiem jednak od dzisiaj, że nie ma zapachu bardziej potęgującego uczucie głodu, niż prażone nasiona kolendry, kardamonu i kminku. Na zmianę wsadzaliśmy nosy w patelnię, uważając, żeby ich sobie nie przypalić, i inhalowaliśmy się, doprowadzając się do stanu niemal narkotycznej ekstazy. Smaki azjatyckiej kuchni, a zwłaszcza naszej ulubionej tajskiej, są fenomenalne, ale w samym procesie przygotowywania jest cała magia. Wszystko trzeba mieć przygotowane tak, aby później móc szybko połączyć wszystkie składniki ze sobą. Człowiek otoczony jest więc przyprawami, sosami, pastami, których nazwy brzmią zaskakująco, ale za to wszystkie wypełnione są nie tylko smakami, ale też wspaniałymi wartościami zdrowotnymi. Na stole ustawia się mnóstwo małych miseczek, talerzyków, podstawek i kuchnia zmienia się w laboratorium
SKŁADNIKI:
- 400 g mleka kokosowego
- 900 g wołowiny
- 300 ml bulionu wołowego
- 2 łyżeczki masła orzechowego (organicznego, bez konserwantów i ulepszaczy)
- sok z dwóch limonek
- plastry limonki, świeża kolendra i papryczki chili do dekoracji
Pasta curry
- 2 łyżki nasion kolendry
- 1 łyżeczka kminu rzymskiego
- nasiona z 6 strączków kardamonu
- 1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
- 1/4 łyżeczki świeżo startych goździków
- ½ łyżeczki świeżo startego cynamonu
- 4 łyżeczki papryki w proszku
- bardzo drobno posiekana skórka mandarynki
- 5 małych papryczek chili, bez ziaren i drobno posiekanych
- 5 łyżeczek cukru (my daliśmy brązowego cukru typu Demerara)
- 1/2 łyżeczki soli
- 1 gałązka trawy cytrynowej, drobno posiekanej
- 3 ząbki czosnku
- 2 cm świeżego posiekanego galangala
- 4 czerwone posiekane szalotki
- 1 łyżeczka pasty krewetkowej
- 50 g posiekanego korzenia kolendry
- sok z połowy limonki
- 2 łyżki oleju roślinnego (my daliśmy olej arachidowy)
Z mleka kokosowego odlać (odcedzić) gęstszą warstwę i pozostawić na później. Rzadsze mleko wlać do dużego garnka. Dodać mięso, wlać bulion, zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować pod przykryciem 50 min.
Wszystkie nasiona prażyć na patelni 2 min. Wysypać do miski i dodać gałkę, goździki, cynamon, paprykę i skórkę z mandarynki. Utrzeć chili z cukrem i solą. Dodać mieszankę przypraw, trawę cytrynową, czosnek, galangal, szalotki i pastę krewetkową i utrzeć całość na pastę. Dodać kolendrę, sok z limonki i olej.
Odcedzić wołowinę, zostawić płyn z gotowania i odlać z niego jedną filiżankę do woka. Dodać 3 łyżki pasty curry. Gotować na dużym ogniu, aż cała ciecz wyparuje. Dolać zachowaną gęstszą część mleka kokosowego, dodać masło orzechowe i wołowinę. Gotować przez 2 min. bez przykrywki, dodając nieco płynu z gotowania, jeśli mieszanina w woku zaczyna przywierać. Tuż przed podaniem, dodać sok z limonki. Na talerzu potrawę udekorować, chili, kolendrą i plastrami limonki.













































































































































































































































































